Depresja: czy próbowałeś kiedyś przetłumaczyć sobie katar?

Depresja: czy próbowałeś kiedyś przetłumaczyć sobie katar?

Przed trzema tygodniami dowiedziałem się, że choroby psychiczne stały się modne. Nie z naukowego punktu widzenia: nikt nie wyłożył miliardów na badania, wczesne wykrywanie chorób i rehabilitację pacjentów oddziałów psychiatrycznych. „Moda” wedle autorki stwierdzenia – a była to najzwyklejsza w świecie kobieta – polega na dużym rozpowszechnieniu chorób psychicznych w społeczeństwie. Dowiedziałem się, że teraz wszyscy chorują i że depresja to łatwy sposób na dostanie zwolnienia. Wystarczy kilka czarnych myśli, niechęć do działania, męczliwość i nieodczuwanie przyjemności i już, nic człowiekowi nie dolega, a pobyczyć się można.

Z jednym ze stwierdzeń muszę się zgodzić: rozpowszechnienie chorób i zaburzeń psychicznych jest duże.

1/5 społeczeństwa przyjmuje leki od psychiatry.

Sporo? Powinno więcej. Dlaczego nigdy więc nie mówiło się o depresji i manii, o schizofrenii, napadach paniki i zaburzeniach lękowych? Autyzm, zaburzenia odżywiania i uzależnienia to coś, o czym słyszymy często i do czego przywykliśmy. Choroby te jednak wciąż nie spotykają się z akceptacją. Skąd się tyle tych chorób wzięło? Dlaczego wcześniej się o nich nie słyszało?

Te dwa pytania stanowią dla Ciebie, Czytelniku, pewien związek przyczynowo-skutkowy. No to przecież logiczne, że skoro się nie słyszało, to ich wcześniej nie było, prawda? Każdy, kto nie jest lekarzem, pomyślałby w ten sposób. Nie wykręcaj się – Ty także. Są dwa powody, dla których odnosisz wrażenie, że dziś więcej osób choruje na choroby psychiczne:

  1. Więcej osób przyznaje się do choroby.
  2. Zmienia się świadomość społeczeństwa, które rozumie ważkość leczenia chorób psychicznych.

Choroby psychiczne towarzyszą człowiekowi od zawsze. To nie jest tak, że wcześniej ich nie było, a teraz chorzy próbują wymuszać na nie zwolnienia lekarskie. One zawsze gdzieś tam się kryły i dopadały kolejne ofiary, ale z uwagi na stygmatyzację chorych na choroby psychiczne i przekonanie społeczeństwa, że pacjent psychiatryczny to „czubek”, „wariat” i „świr”, nigdy się o nich nie mówiło głośno.

Weźmy na warsztat depresję.

Krótkie wprowadzenie teoretyczne: Twój mózg, Czytelniku, składa się z długich komórek nerwowych – neuronów. Wyglądają jak makaron do spaghetti, a z jednej strony kończą się kulką. Neurony tworzą między sobą połączenia: synapsy. Synapsa to obszar; jeden neuron wpuszcza w niego neuroprzekaźniki – substancje chemiczne – które przemieszczają się do drugiego neuronu i wywołują w nim określoną reakcję.

Depresja to stan, w którym niektórych neuroprzekaźników brakuje.

Stąd smutek, niechęć do działania, stąd poczucie, że nic człowieka nie cieszy i myśli, że życie nie ma sensu. To nie jest tak, że pacjent, u którego stwierdzona została depresja, może sobie wyjaśnić, że jej nie ma. Ma czarne myśli nie dlatego, że sobie wybrał bycie smutnym, a dlatego, że w jego mózgu brakuje substancji chemicznych. Nie ma ich tyle, ile być powinno, a tak jesteśmy zbudowani, że nasz mózg nie bardzo sobie radzi z tym, by samemu wyrównać ich poziom.

Spróbuj przekonać swoje ciało, że nie masz grypy.

Nie udało się? Nie udało się. Tak samo jak nie wyperswadujesz sobie, że nie cieknie Ci z nosa i nie przekonasz się, że tak naprawdę to możesz chodzić na amputowanych nogach, tak samo nie przetłumaczysz sobie, że jednak masz w mózgu tyle neuroprzekaźników, ile potrzeba. Jeżeli ich nie ma, to ich nie ma i zamiast się czarować, trzeba przystąpić do tego, do czego pacjent z rozpoznaną chorobą powinien przystąpić.

Do leczenia.

Leczenie dzieli się na dwie części:

  1. Leki.
  2. Terapia.

Leki mamy dobre: nowoczesne, spełniające swoje zadanie i precyzyjne. Radzą sobie z chorobą, a chociaż leczenie jest długie – trwa miesiące – a choroba może powrócić, są to preparaty skuteczne i zdecydowanie warto je przyjmować. By zachorować na depresję, muszą zaistnieć dwa warunki: chory musi mieć podatność uwarunkowaną genetycznie na zachorowanie oraz muszą pojawić się bodźce środowiskowe, które poskutkują chorobą. Bodźce mogą być różne: przemoc w rodzinie, śmierć kogoś bliskiego, niepowodzenia w życiu osobistym czy zawodowym. Stąd w leczeniu depresji stosuje się różnego rodzaju terapie.

Choroba psychiczna to po prostu choroba.

Wiesz, co się dzieje, gdy nie leczysz nowotworu? Rośnie.

A co się dzieje, gdy nie leczysz zapalenia wsierdzia? Bakterie się rozsiewają.

A gdy nie zainstalujesz stymulatora na chore serce? Nie będzie pracować.

A co się dzieje z mózgiem, gdy masz epizod depresji? Dostaje po neuronach.

Chorobę trzeba leczyć. Nie ma znaczenia, czy to choroba nerek, płuc czy krążenia, operacja żołądka, wycięcie tarczycy czy też depresja, na którą psychiatra przepisze leki. Większość bowiem chorób ma to do siebie, że nieleczone pogarszają nasz stan coraz bardziej.

Nie daj się zwariować tym, którzy śmieją się z chorób psychicznych i idź do psychiatry.

Pomoże.

Share:

Leave A Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *